poniedziałek, 1 czerwca 2015

W poniedziałek

Po intensywnie naukowym weekendzie wyruszam w poniedziałek do pracy.

Gdy przed wejściem przypinam rower, słyszę, że ktoś mnie woła. Podnoszę głowę i widzę Marka zmierzającego na zajęcia. W oddali dostrzegam sylwetkę mamy, która odprowadza go wzrokiem aż do drzwi, ale pozwala na tę jakże cenną samodzielność (chapeau bas, mamo Marka!).

Widzę jego charakterystyczny krok, jego promienny uśmiech, a w dłoni kwiatek zerwany po drodze dla ulubionej koleżanki.

To będzie dobry dzień. 
I dobry tydzień. 
Lubię poniedziałki :)

sobota, 9 maja 2015

Tęsknota

Czasem samą mnie to zadziwia, ale... tęsknię.

Chyba nie zdarzało mi się dotąd tęsknić za pracą. 
Wychodząc, starałam się totalnie odciąć. Nie myśleć o tym, co mam do zrobienia jutro, nie stresować i nie przejmować się nadmiernie. Moje obowiązki, które w ciągu dnia bardzo mnie angażowały, po przekroczeniu progów biura okazywały się w gruncie rzeczy błahe i niewarte moich nerwów.

A teraz? 
Popołudniami lub w weekendy często myślę o tym, co robi Marta, co robi Jan, co robi Marek.
Chętnie poszłabym z nimi na spacer, zabrała do kawiarni, na Mszę. W naszym ośrodku, gdzie dzień zorganizowany jest wokół stałych zajęć i punktów dnia, nie jest łatwo pogłębić nawiązaną relację. Nie jest łatwo dotrzeć głębiej - tam, gdzie co rusz napotyka się na zamknięte drzwi. Gdzie można tylko próbować zgadywać, jakie są przyczyny pewnych zachowań, reakcji, słów, lęków, ale gdzie nie mamy tak naprawdę dostępu.
Otwarcie tych drzwi wymaga cierpliwości i czasu. Czasu i cierpliwości.

Może to pragnienie i ta tęsknota płynie z moich Arkowych doświadczeń? Arka to taka moja pierwsza miłość, a pierwsza miłość zawsze zostawia w nas ślad... W Arce naprawdę dzieli się życie z osobami niepełnosprawnymi - wieczorami rozmawia lub ogląda filmy, organizuje się wspólne weekendy i wyjazdy wakacyjne.

To prawda, że jest to bardzo wymagające życie. Ta intensywność przebywania razem to chyba najtrudniejszy element życia w domach Arki. Coś, z czym każdy asystent mierzy się każdego dnia. Ale niewątpliwie taki sposób bycia razem przynosi owoc w postaci prawdziwych przyjaźni. I stopniowego (trwającego latami) uleczania zranionych serc osób niepełnosprawnych (sprawnych zresztą też).

Nie wiem jeszcze, gdzie zaprowadzi mnie ta tęsknota. 
Ale... tęsknię.


poniedziałek, 23 marca 2015

Po imieniu

Nigdy jeszcze moje imię nie było wymawiane tak często, jak w mojej obecnej pracy. Z takim namaszczeniem. Z takim zaangażowaniem.
Czasem samo, a czasem z nazwiskiem.

Specjalistą w tej kwestii jest Marek.

Nie wiem, czy kiedykolwiek jego wołanie mnie zmęczy lub znuży. Nawet jeśli powtarza je kilka razy w ciągu paru minut, za każdym razem czuję ciepło na sercu.

Może to dlatego, że jest to trochę inne wołanie niż takie, do jakiego jestem przyzwyczajona.

To nie jest wołanie po coś. Nie w jakiejś konkretnej sprawie. Nie po to, by o coś poprosić, ani nawet po to, by zainicjować rozmowę. Gdy mówię "Słucham?", widzę, że Markowi więcej nie trzeba. Uśmiecha się z zadowoleniem. Jest spełniony.

Usłyszałam, dostrzegłam, odpowiedziałam.
To z reguły wystarczy. 
Czasem dopyta jeszcze o to, jak się czuję lub co robię, ale z reguły po prostu się uśmiecha i milczy.

Za chwilę wypowie imię kolejnej osoby. Z równym namaszczeniem. Z równym zaangażowaniem.

Imiona u nas mają wyjątkowo duże znaczenie. Imię oznacza konkretną osobę, a my żyjemy przecież w świecie osób

W Starym Testamencie posiadanie imienia mówiło o istnieniu danej osoby. Nazwać kogoś imieniem, to dać jej życie.

Dostaję życie każdego dnia. Na nowo.
Dziękuję. 

niedziela, 22 marca 2015

21.03.

Kampania Fundacji Lejeune'a na Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa (21.03.) do obejrzenia tutaj. Polecam.


-------------------------


W noc poprzedzającą Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa (21.03.) śnił mi się Jacques.

W tym śnie byłam gdzieś we Francji, w Arce. Zjeżdżałam w dół ruchomymi schodami. Obok mnie stał Japończyk - okazało się, że kilka lat wcześniej był wolontariuszem w tym samym domu Arki co ja, więc rozmawialiśmy o wspólnych znajomych.

W pewnym momencie przypomniałam sobie, że jest z nami Jacques. Pomyślałam, że na pewno ucieszy się z odwiedzin tego chłopaka - doskonale pamięta przecież wszystkich dawnych wolontariuszy. Jacques również jechał ruchomymi schodami - był o kilkanaście stopni niżej niż my, wśród innych osób. Kiedy go zawołałam, odwrócił głowę. Zobaczył obok mnie japońskiego asystenta, niesamowicie się ucieszył i biegiem wspiął się po schodach do góry, by rzucić się w jego ramiona i z entuzjazmem go przywitać.

"Rozpoznał go - pomyślałam. - Pamięta, mimo że minęło kilka lat. Mimo swojego wieku, chorób i demencji".

Było to bardzo wzruszające.

-----

Dopiero rano, opowiadając komuś ten sen, skojarzyłam jeden fakt. 

Jechaliśmy ruchomymi schodami. W dół. A Jacques, niepełnosprawny 70-latek, po tych właśnie ruchomych schodach wbiegał do góry.

Kto próbował kiedyś to zrobić (mi zdarzyło się całkiem niedawno w galerii handlowej), wie, co to oznacza.



Symboliczne, nieprawda?




środa, 11 marca 2015

Nagroda

Jean Vanier został właśnie uhonorowany nagrodą Templetona (w zeszłym roku otrzymał ją ks. Tomasz Halik). Oto jak skomentował nagrodę w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego:

„Nasze wspólnoty Arka oraz Wiara i Światła pokazują światu, że ludzie z upośledzeniem umysłowym są wspaniali. Ich umysł jest być może nierozwinięty, ale mają serce. Nie wolno zapominać, że przez wiele lat osoby te były postrzegane jako kara boska, coś wstydliwego. Bardzo szybko się ich pozbywano, zamykano w wielkich zakładach. My dokonaliśmy rewolucji. Pokazujemy, że to bynajmniej nie jest kara boska, ale że to właśnie te osoby mogą nas do Boga prowadzić, mogą sprawić, że staniemy się bardziej ludzcy, otwarci, życzliwi. Cieszę się, że ta rewolucja został uhonorowana nagrodą, bo to może skłoni kogoś do zastanowienia, ktoś się zainteresuje tym, co robimy. A u nas ważne jest nie tyle to, co my robimy dla upośledzonych, ale to, że nawiązujemy z nimi relację, przez co oni nas przemieniają i prowadzą do odkrycia czegoś nowego”.

poniedziałek, 23 lutego 2015

(Tylko) trochę nie na temat

Ciężko mi uwierzyć, że wśród oskarowych nominacji był jakiś lepszy krótkometrażowy film dokumentalny niż polskie "Joanna" i "Nasza klątwa". Ale być może był...

"Naszą klątwę" można obejrzeć tutaj. Bardzo polecam.

Film ukazuje proces oswajania się rodziców z ciężką chorobą ich syna. W sposobie patrzenia na swoje dziecko musieli przejść oni trudną drogę, którą w wielkim skrócie można przedstawić tak:

1. Respirator.
2. Dziecko z respiratorem.
3. Dziecko (które m.in. ma respirator).


Gdy spotykamy osobę z niepełnosprawnością intelektualną (np. zespołem Downa), musimy pokonać podobną drogę:

1. Zespół Downa.
2. Osoba z zespołem Downa.
3. Osoba (która wśród wielu innych cech, ma też zespół Downa). 

Grunt to nie zatrzymać się na pierwszym kroku.

niedziela, 22 lutego 2015

O tym, jak mam fajnie

Gdy mówię innym, że pracuję z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, często słyszę o tym, jaka to ciężka praca, ile wymaga cierpliwości, że jest czymś godnym podziwu. 
Moja babcia twierdzi nawet, że jest to oznaka mojej świętości ;)

Czuję się wtedy trochę niezręcznie, ale mam też przekonanie, że zachodzi tu jakieś duże nieporozumienie. Że prawda jest zupełnie inna.

Moja praca daje mi tyle radości, spokoju, poczucia sensu, jak niewiele rzeczy w życiu.
Nie ma żadnego bohaterstwa w tym, że robię to, co robię. 

Będąc z naszymi osobami, czuję się wśród swoich. Mogę być sobą, mogę być prawdziwa, nie muszę niczego udawać. To wielkie szczęście.

W "normalnym" życiu często mam poczucie, że muszę "doskoczyć" do jakiejś normy, że muszę mieścić się w standardzie, że bycie taką zwyczajną mną, to za mało.

W pracy jest inaczej.
Mogę być sobą, mogę tak wewnętrznie odetchnąć, wyluzować. 
Czuję się bezwarunkowo przyjęta.

Gdy rano wchodzę do ośrodka, witają mnie kolejne głosy: 

"Ooo, cześć".
"Dobrze, że jesteś".
"Jak fajnie, że już przyszłaś".
"A mogę Ci coś opowiedzieć?"

Gdy nałożę nowy sweter, bluzkę lub sukienkę, słyszę:

"Ale dziś z Ciebie strojnisia".
"Nie chcę Cię urazić, ale bardzo ładnie dziś wyglądasz" (to mój ulubiony komplement).
"Jakaś ty ładna". 

Gdy wyjeżdżam na urlop, usłyszę, że ktoś będzie bardzo tęsknił, a ktoś nawet obrazi się, że przyszło mi do głowy wyjechać na parę dni... 

Co chroni mnie przed popadnięciem w samozachwyt? ;)

Przede wszystkim to, że takie komplementowanie się i uprzejmość są u nas normą, są naszym stylem bycia. Nie jestem pod tym względem traktowana wyjątkowo, lepiej niż inni pracownicy czy uczestnicy. U nas po prostu patrzy się na drugą osobę z admiracją, stara się dostrzec i uwypuklić jej plusy, a nie minusy (minusy i tak przecież rzucają się w oczy).

Chroni mnie też to, że w mojej pracy na każdym kroku muszę robić rzeczy, w których jestem kiepska, muszę podejmować się zadań, które mnie przerastają, które są dla mnie wyzwaniem. Wciąż się uczyć. Moje słabości, brak cierpliwości czy lenistwo wychodzą na każdym kroku. 

Moi podopieczni przyjmują i doceniają mnie taką, jaką jestem, ale ja wiem, że aby dać im z siebie jak najwięcej, muszę ciągle przekraczać siebie.


I tylko taka jedna myśl zawsze kiełkuje mi w głowie, kiedy słyszę słowa podziwu, o których pisałam na początku.
Chciałabym, żeby jak najwięcej osób zobaczyło to, czego ja na co dzień doświadczam, żeby poznało tę niezaprzeczalną prawdę, którą potwierdzi każdy, kto pracuje z osobami niepełnosprawnymi.

To fakt - w ten kontakt trzeba włożyć trochę wysiłku, cierpliwości, zrozumienia. Trzeba przełamać początkowe blokady i bariery. Trzeba spróbować spojrzeć nieco głębiej niż tylko na to, co widać na pierwszy rzut oka.

Ale jeśli podejmiemy ten trud, otrzymamy nieporównywalnie więcej. Dostaniemy dobro, miłość i akceptację w czystej postaci. Towary najbardziej dziś deficytowe.

Mam nadzieję, że po tym wszystkim, co napisałam, po wszystkich komplementach, które przytoczyłam, nikt już nie będzie sądził, że moja praca to wielkie poświęcenie.



O czym marzę?

By na twarzy osób, którym mówię o pracy z osobami niepełnosprawnymi, zobaczyć taką pozytywną zazdrość. 
Usłyszeć: "Ty to masz fajnie".






Zapewniam - jest czego zazdrościć.



----------------

Ps. A tu filmik, a przede wszystkim osoba, która zainspirowała ten wpis.