poniedziałek, 17 listopada 2014

O sensie

Wychodząc z pracy, jestem pełna. Wypełniona. Przepełniona.

Tak wiele dostaję od każdego z naszych uczestników. Tyle uśmiechów, wyrazów sympatii, krótszych bądź dłuższych rozmów, pytań, czasem przekomarzania się, a czasem również (chwilowego na szczęście) obrażania. 

Muszę uczyć się konsekwencji. Stanowczości w głosie. Zdecydowania. 

Moja cierpliwość - której w stosunku do osób niepełnosprawnych otrzymałam naprawdę spory zapas - wystawiana jest czasem na poważną próbę.

Po kilku miesiącach pracy widzę, że wybór pedagogiki specjalnej - a nie np. terapii zajęciowej - był jak najbardziej  słuszny... Uff...

Wygląda na to, że moją domeną nie będzie tworzenie z uczestnikami prac plastycznych, ozdób choinkowych, ani nawet prowadzenie zajęć ruchowych ;) 

Uwielbiam za to obserwować, poznawać, zgłębiać.
Rozmawiać, ustalać, negocjować (śmiem twierdzić, że praca z niepełnosprawnymi intelektualnie ma w sobie wiele ze sztuki dyplomacji).
Wysłuchiwać, odpowiadać na pytania, pomagać oswajać różne strachy.

Choć wymiernych efektów takiej pracy jest mało (a jeśli są, trzeba na nie czekać bardzo długo), to jestem pewna, że ma ona sens.



Ma sens... ma sens... ma sens...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz