Po intensywnie naukowym weekendzie wyruszam w poniedziałek do pracy.
Gdy przed wejściem przypinam rower, słyszę, że ktoś mnie woła. Podnoszę głowę i widzę Marka zmierzającego na zajęcia. W oddali dostrzegam sylwetkę mamy, która odprowadza go wzrokiem aż do drzwi, ale pozwala na tę jakże cenną samodzielność (chapeau bas, mamo Marka!).
Widzę jego charakterystyczny krok, jego promienny uśmiech, a w dłoni kwiatek zerwany po drodze dla ulubionej koleżanki.
To będzie dobry dzień.
I dobry tydzień.
Lubię poniedziałki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz