piątek, 22 sierpnia 2014

Dzień pierwszy

Z pierwszego dnia mojej pracy chyba najbardziej zapamiętam upór Marka.
Co dzieje się w jego głowie, gdy tak twardo i uparcie obstaje przy swoim, absolutnie głuchy na wszelkie argumenty i wizję negatywnych konsekwencji? Tak upartego uporu chyba jeszcze nie widziałam.

Trzeba jednak przyznać, że jest w tej jego postawie coś "demokratycznego" - jest równie nieprzejednany względem początkującego wolontariusza, doświadczonego pracownika, czy samej kierowniczki. 
Dla Marka wszyscy są równi :) A wszystkie argumenty równie mało przekonujące.

Jeszcze nie miałam z Markiem bezpośredniej konfrontacji, ale to na pewno kwestia najbliższych dni.

Moje pytanie na dziś - jak w ustalony rytm zajęć w kilkuosobowych grupach wnieść to, co wydaje mi się w tej pracy najważniejsze? Indywidualne podejście do każdej osoby, z jej zdolnościami i ograniczeniami, pomoc w odkrywaniu jej wartości i piękna, przede wszystkim w jej własnych oczach. Mam poczucie, że dziś skupiałam się głównie na tym co zewnętrzne (zajęciach, rzeczach do zrobienia, organizacji) i na wejście głebiej nie starczyło czasu.

Wiem i widzę już, że tutaj - tak jak we wszystkich kontaktach międzyludzkich - najbardziej niebezpieczne jest przekonanie, że znamy na wylot daną osobę, wiemy jaka jest i na co ją stać. Że już nas niczym nie zaskoczy. 

Bogusia na przemian śmieje się, płacze i obraża.
Piotrek nieustannie opowiada o tym, co przeczytał w książkach.
Emilia przysypia.
Edyta milczy.
Paweł żartuje.
Joasia głośno i donośnie wymienia, kogo najbardziej lubi i za kim tęskni.

A przecież wiem, że potrafią zaskoczyć

Chcę dać się zaskakiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz