Z pierwszego dnia mojej pracy chyba najbardziej zapamiętam
upór Marka.
Co dzieje się w jego głowie, gdy tak twardo i uparcie obstaje przy swoim,
absolutnie głuchy na wszelkie argumenty i wizję negatywnych konsekwencji? Tak upartego uporu chyba jeszcze nie widziałam.
Trzeba jednak przyznać, że jest w tej jego postawie
coś "demokratycznego" - jest równie nieprzejednany względem
początkującego wolontariusza, doświadczonego pracownika, czy samej
kierowniczki.
Dla Marka wszyscy są równi :) A wszystkie argumenty równie
mało przekonujące.
Jeszcze nie miałam z Markiem bezpośredniej konfrontacji, ale to na pewno kwestia najbliższych dni.
Moje pytanie na dziś - jak w ustalony rytm zajęć w kilkuosobowych grupach wnieść to, co wydaje mi się w tej pracy najważniejsze? Indywidualne podejście do każdej osoby, z jej zdolnościami i ograniczeniami, pomoc w odkrywaniu jej wartości i piękna, przede wszystkim w jej własnych oczach. Mam poczucie, że dziś skupiałam się głównie na tym co zewnętrzne (zajęciach, rzeczach do zrobienia, organizacji) i na wejście głebiej nie starczyło czasu.
Wiem i widzę już, że tutaj - tak jak we wszystkich kontaktach międzyludzkich - najbardziej niebezpieczne jest przekonanie, że znamy na wylot daną osobę, wiemy jaka jest i na co ją stać. Że już nas niczym nie zaskoczy.
Bogusia na przemian śmieje się, płacze i obraża.
Piotrek nieustannie opowiada o tym, co przeczytał w książkach.
Emilia przysypia.
Edyta milczy.
Paweł żartuje.
Joasia głośno i donośnie wymienia, kogo najbardziej lubi i za kim tęskni.
A przecież wiem, że potrafią zaskoczyć
Chcę dać się zaskakiwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz