Czytając dokumentację naszych uczestników, widzę jakich postępów dokonali podczas kilku (czasem nawet dziesięciu) lat uczęszczania do naszego ośrodka. Ile problemów udało się przez ten czas rozwiązać, ile trudnych zachowań "naprostować", ile umiejętności rozwinąć.
Widzę też, jak wiele lęku i blokad kryje się za tymi trudnościami.
Co wynika bezpośrednio z niepełnosprawności, a co zostało nabyte "po drodze"?
Tego nie wiem...
Tego nie wiem...
Dostrzegam, jak ważne dla naszych uczestników są jasne i przejrzyste zasady panujące w ośrodku, indywidualne podejście do każdego z nich, nieustanne (i niezbędne) balansowanie pomiędzy wymaganiami a akceptowaniem tego, co na dany moment jest dla danej osoby nie do przeskoczenia.
Zadziwiło mnie, ile razy pracownicy pomogli rodzicom rozwiązać problemy pojawiające się jedynie w domu, dotyczące stosunku do członków rodziny, niebezpiecznych lub agresywnych zachowań. Tam, gdzie rodzina nie mogła sobie poradzić, pomoc ośrodka okazała się niezwykle skuteczna.
Refleksja, którą przywiozłam ze sobą z Arki, stopniowo się we mnie umacnia.
Dorosłym osobom niepełnosprawnym bardzo służy życie we wspólnocie, w grupie złożonej z osób o różnym stopniu niepełnosprawności, ze specjalistów i wolontariuszy.
W której mają swoje zadania, w której wzajemnie troszczą się o siebie, w której czują się (i są!) potrzebni.
W zespole jest nas sześcioro. Konsultujemy się między sobą, ustalamy wspólne zasady postępowania, mamy wsparcie wolontariuszy. Przysługują nam dni wolne od pracy, weekendy, urlopy.
Rodziców jest tylko dwoje, czasem jedno.
Opiekują się niepełnosprawnym "dzieckiem" od lat 30-stu. Lub 40-stu.
Do jego narodzin nikt ich nie przygotował.
Nie mają specjalistycznego wykształcenia.
Działają intuicyjnie, tak jak potrafią.
Kochają i chcą dobrze, ale...
- czasem szkodzą nadopiekuńczością
- czasem tak po prostu nie wiedzą, jak postępować
- czasem nie mają już cierpliwości i sił...
W życiu każdego młodego człowieka przychodzi czas, by wyfrunąć z domowego gniazda.
Niezależnie od tego, jak bardzo rodzice kochają swoje zdrowe dzieci, w pewnym momencie muszą wypuścić je w świat.
Taka jest kolej rzeczy. Takie są prawa dorosłości.
Dorosłość osoby z niepełnosprawnością intelektualną też ma swoje prawa.
Myślę, że oni również powinni wyfruwać z gniazda.
To wyfrunięcie wcale nie jest oznaką braku miłości czy troski rodziców. Nie jest pozbyciem się balastu. Wręcz przeciwnie.
W bezpiecznym i dobrym miejscu, w małej rodzinnej wspólnocie osoba niepełnosprawna przestaje być wiecznym dzieckiem. Ma swój dorosły dom, odrębny od domu rodzinnego. Tak jak jej bracia i siostry.
Może rozwinąć skrzydła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz